Głos Szczeciński z dnia 28.12.2007 - Rozbieranie granicy
2008-01-03 14:25:34
Rozbieranie granicy
Choć żelazna kurtyna runęła blisko 20 lat temu, dopiero od tygodnia możemy mówić o prawdziwej Europie bez granic.

Gabriel Kłosiński z Nowego Warpna z sekatorem w ręku przystąpił do rozbierania granicy. (Marcin Bielecki)
Horst Duering przeżył w swoim życiu niejedno. Urodził się w przedwojennym Neuwarp (dziś Nowe Warpno). Krótko po zakończeniu wojny wraz rodzicami uciekł na drugą stronę Zalewu Szczecińskiego. Osiedlił się w wiosce Rieth, oddalonej zaledwie o kilometr od granicy z Polską. Mimo tak niewielkiej odległości, musiał czekać do lat 70., by po raz pierwszy po wojnie odwiedzić ziemie, z których pochodzi i dom, w którym się urodził.
- Przeprawialiśmy się stateczkiem z Altwarp do Nowego Warpna - opowiada 70-letni dziś Duering. - Trzeba było nadłożyć sporo drogi, ale warto było.
Swoboda poruszania się nie trwała długo. Po powstaniu w Polsce "Solidarności" przeprawianie się przez "granicę przyjaźni" zostało mocno ograniczone. Tak naprawdę sytuację niewiele zmieniło runięcie żelaznej kurtyny.
- Owszem, można było już przekraczać granicę z Polską bez przeszkód, ale by dostać się do Nowego Warpna wciąż musieliśmy jechać kilkadziesiąt kilometrów do przejścia w Lubieszynie, ewentualnie przeprawić się drogą wodną - opowiada Niemiec. - Najkrótsza droga między Rieth a Nowym Warpnem, prowadząca przez stary mostek nieczynnej od czasów wojny kolejki, wciąż pozostawała zamknięta.
Most, który dzielił
Tak było jeszcze tydzień temu, choć mieszkańcy obu miejscowości starania o udostępnienie dla ruchu znajdującego się na polsko-niemieckiej granicy mostku rozpoczęli już w 1993 roku. Władze powiatu Uecker-Randow wystąpiły nawet kilka lat temu z inicjatywą wybudowania w tym miejscu nowej drogi.
Jedyne, co udało się wywalczyć, to otwarcie mostu raz w roku i to na zaledwie kilkanaście godzin. 1 maja każdego roku urządzany jest bowiem Polsko-Niemiecki Festyn Graniczny, rozpoczynający się ekumeniczną mszą polową. W każdy inny dzień roku most, zamiast łączyć mieszkańców, wyłącznie ich dzielił.
Nic więc dziwnego, że inicjatywa rozebrania 21 grudnia - czyli w dniu wejścia Polski do strefy Schengen - zasieków na mostku narodziła się spontanicznie.
- Ten most kolejowy jest miejscem symbolicznym - mówił nam Andrzej Łazowski ze Stowarzyszenia Czas Przestrzeń Tożsamość, jeden z organizatorów akcji "rozdrutowywania granicy". - Zapomniany przez lata, teraz po wejściu do Schengen powraca.

- Niesamowite, że tego doczekałem - kiwał głową Horst Reich, mieszkaniec Rieth. - Szkoda tylko, że nie dożył tego mój przyjaciel, który był wielkim orędownikiem otwarcia granic.
Tablica z napisem „Przekraczanie granicy jest zabronione” ma już wartość historyczną. Tablicę na mostku kolejowym demontują (od lewej): Paweł Bartnik, Andrzej Łazowski, Zygmunt Cywiński i Andrzej Kotula. (Marcin Bielecki)
Drut na pamiątkę
Wzruszenia nie krył też pan Bogusław, który na symboliczne rozbieranie granicy przyjechał ze Szczecina.
- Taka chwila nie często się zdarza, jakże więc mogło mnie tu nie być? - pytał trzymając w ręku drut kolczasty z dopiero co zdemontowanych zasieków. - Zostawię sobie na pamiątkę - wyjaśniał.
Podobne nastroje panowały na przejściu granicznym Lubieszyn-Linken. Chwilę po północy z 20 na 21 grudnia pamiątkowe zdjęcie przy tablicy "Przejście graniczne" postanowili zrobić sobie Piotr i Adam Głowińscy ze Szczecina.
- Jeszcze niedawno "przemyciliśmy" przez granicę kuzyna - opowiadał nam pan Piotr. - W okolicach Gryfina wybraliśmy się do Niemiec. Kuzyn nie miał dokumentów. Trochę się baliśmy wracać, ale na szczęście nikt nas nie sprawdził. Teraz takie przeżycia to już historia.

– Teraz z Polakami dzieli nas już tylko jedna granica – językowa – mówią mieszkańcy wioski Rieth, od lewej: Horst Reich, Horst Duering oraz Angela Babian-Frank. – Ale na migi jakoś się dogadujemy. (Marcin Bielecki)
Trudno uwierzyć
Emocjonujące przeżycia z granicy ma też Andrzej Mleczarski, szczecinianin. Ćwierć wieku temu próbował przekroczyć zieloną granicę między Węgrami a Austrią. Został zatrzymany przez węgierskich pograniczników. To wspomnienie do dziś wywołuje u niego wiele emocji.
- Źle się to wtedy dla mnie skończyło - przyznaje dziś pan Andrzej. - Tym bardziej więc cieszę się z tej chwili. Jeszcze kilka lat temu możliwość przekroczenia granicy w dowolnym miejscu była nie do pomyślenia.
W wejście Polski do strefy Schengen trudno też uwierzyć sierż. Mariuszowi Łabędzkiemu z Pomorskiej Straży Granicznej. Na przejściu w Lubieszynie spędził 6 lat, kontrolując samochody. Pracował też na zielonej granicy.
- Przed wejściem Polski do Unii Europejskiej zdarzało się, że zieloną granicę polsko-niemiecką próbowały przekroczyć całe wioski ze Wschodu - mówi sierż. Łabędzki. - Na przejściu granicznym też co chwilę dochodziło do różnych sytuacji. A to ktoś zapomniał paszportu, a to chciał przekraczać granicę na podstawie prawa jazdy. Będzie mi brakowało tej pracy na przejściu. To trochę tak, jakby się straciło dziecko.
Głos Szczeciński 28.12.2007
strona www http://www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20071228/MAGAZYN/715425972
informacja od redakcji strony www.nowewarpno.pl - relację fotograficzną można zobaczyć w galerii w aktualnościach przy notatce pn. Żadnych granic - Keine Grenzen